książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Książki online Książki online Książki online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Książki online

Książki online

WCZESNA JESIEŃ

listopad 2000 - luty 2001

Powieść fantastyczna rozgrywająca się w tętniącym życiem Nowym Jorku. W nudnym i dosyć samotnym życiu młodej dziennikarki Jennifer Wylie dokonują się zmiany, nad którymi coraz trudniej jest jej zapanować i przewidzieć dokąd tak naprawdę zmierzają.

Wczesna jesień w zamyśle miała być opowiadaniem, ale kiedy już tak usiadłem do pracy, to wyszła z tego porządna cegła na ponad 300 stron... Ale mimo to bardzo chętnie wracam do tego tekstu.

(...) Sharon weszła i stanęła przed nimi z rozpromienioną miną. Nic nie mówiła, tylko zerkała raz na jedno, raz na drugie.
- Już dobrze Lassie, nie machaj ogonem tylko mów co się stało.
- OK, tobie już nic nie powiem - teraz wpatrzyła się w Jenny.
- No zapytaj ją zanim cię zahipnotyzuje.
- Dobrze. Co się s...
- Zgadnij na co mam wejściówki?
- No, na co masz wejściówki?
- "Pluto i przyjaciele"?
- Ty się nie odzywaj, miałeś swoją szansę. Mam dwie wejściówki do klubu Galaxy. A wiesz kto tam dzisiaj gra?
- Kto tam dzisiaj gra?
- Suzzie Bricks.
- Gratuluję.
- No co ty? Idziesz ze mną!
- Nie Sharon, proszę cię, nigdzie mnie dzisiaj nie wyciągaj.
- Jenny! Wiesz ile mnie kosztowało zdobycie ich?
- Raczej nie ile, tylko z kim?
- Mark, zajmij się czymś pożytecznym, na przykład poszukaj swojej męskości.
- A ty gdzie znalazłaś swoją?
- No jak, Jenny, idziesz?
- Nie chce mi się...
- To wolisz tu siedzieć i opychać się kanapkami?
- Hmm, to już trzecie wyjście...
- Daj spokój, chcesz się roztyć?
- To już czwarte wyjście - dodał Mark wypijając resztkę kawy. - Dobra lecę. Wpadnę do ciebie koło... drugiej, chyba. Jak mi się uda to nawet wcześniej.
- Dobra, dzięki.
- Nie rozpraszaj jej tylko idź! Jenny - zamknij oczy i wyobraź sobie klub Galaxy, Suzzie Bricks, ty w czarnym mini, a wokół stado samotnych facetów.
- Przecież ja nie czarnego mini.
- Dlatego kazałam ci je sobie wyobrazić. Zresztą nie czepiaj się szczegółów.
- Sharon, ja naprawdę nie mam dzisiaj ochoty...
- Masz ochotę. Tylko jeszcze o tym nie wiesz.
- Ale ja miałam dzisiaj...
- No, co jest tak ważne, że nie możesz ze mną pójść?
- A nie możesz iść z kimś innym?
- Dleczego nie chcesz iść?
- Bo jak zwykle ty sobie znajdziesz faceta, a ja będę musiała sama wracać taksówką.
- Nie narzekaj! Przecież ostatnio dałam ci na taksówkę. Zresztą czy to moja wina, że jesteś taka wybredna?
- Wybredna? Ostatni facet z jakim mnie umówiłaś nosił koszulkę "Szatan mym przewodnikiem".
- Co tam koszulka, za to pod spodem jak był zbudowany...
- No nie, tego też mi zabrałaś?
- Przecież go nie chciałaś!
- Nigdzie z tobą nie idę!
- A potem się dziwisz, że jesteś sama. I co będziesz robić cały wieczór?
- Opychać się czekoladkami. Jeżeli Mark je kupi.
- To bardzo dobry sposób na znalezienie sobie faceta.
- Więc popatrz na siebie - od kwadransa starasz się umówić ze swoją sąsiadką. I to bezskutecznie.
- Dobrze, pójdę z kimś innym, ale żebyś potem nie przychodziła z płaczem, że cię nikt nie lubi.
Po jej wyjściu Jenny zaczęła przeżuwać kanapki zostawione dla niej przez Marka. Nie wiedziała nawet dlaczego tak bardzo broniła się przed naleganiami Sharon - samotne przesiadywanie w domu też jej nie odpowiadało. Zauważyła to już po dwóch minutach siedzenia w ciszy jaką pozostawili po sobie Mark i Sharon. Właściwie, to mogłaby iść z nią do Galaxy, może byłoby fajnie. Bo niby co miała tutaj do roboty - siedzieć i gapić się po ścianach? Hmm, to już była piąta opcja.
Na dobry początek przejrzała swoje kompakty, z których większość przywiozła jeszcze z Atlanty. Tutaj tylko raz była w sklepie muzycznym i to zaraz po przyjeździe. Wprawdzie nic nie kupiła, ale spędziła tam prawie godzinę. Pewnie gdyby znała już wtedy Sharon wyszłaby stamtąd ze stosem płyt. Wyjęła z równego rządka jedno pudełko i wsunęła krążęk do odtwarzacza. Po chwili z głośników popłynęła delikatna melodia grana na gitarze akustycznej. Jenny podeszła do okna i spojrzała na skąpaną w deszczu ulicę. Najwyraźniej nie tylko ona była dzisiaj w nastroju na łzy.
Nie minął jeszcze nawet kwadrans od kiedy została sama, a już zaczęło jej to doskwierać. O ile po przyjeździe do Nowego Jorku nie mogła się przyzwyczaić do tego, że tak rzadko mogła być sama, głównie przez to, że Sharon miała zapasowy klucz, teraz z coraz większym trudem znajdowała się wśród pustych ścian.
- Przynajmniej jeszcze nie zaczęłam gadać sama do siebie - powiedziała półgłosem. Ech, było z nią już coraz gorzej. A może właśnie teraz nie powinna zostawać sama, tylko iść gdzieś między ludzi? Tylko jakich ludzi? W całym mieście znała może ze trzydzieści osób, a lubiła co najwyżej pięć. Problem polegał na tym, że Sharon i Mark byli zajęci, a Paul z Simone wyjechali na wakacje do Kalifornii. Więc pozostawał już tylko Robert, ale nadal traktowała to jako zupełną ostateczność. Byli wprawdzie na trzech randkach, ale Robert... był ciągle jakiś spięty. Świetni tańczył, dobrze całował, ale cały czas sprawiał wrażenie jakby ukrywał się przed Urzędem Imigracyjnym. Jenny nawet zażartowała w ten sposób, ale Robert najwyraźniej nie podzielał jej poczucia humoru.
- Ech, kogo ja oszukuję? - powiedziała sięgając po telefon. - I, do cholery, do kogo ja cały czas mówię?
Po kilku sygnałach odezwał się kobiecy głos.
- Słucham?
- Dzień dobry, czy zastałam Roberta?
- Nie, męża nie ma w domu. Czy mam mu coś przekazać?
- Ups!
- Ups?
- To znaczy... Nie, dziękuję. Do widzenia.
Szybko odłożyła słuchawkę i z obrzydzeniem cofnęła rękę. "On jest żonaty? Uuu, już ja mu dam powody do nerwowego zachowania!". (...)


Książki online