książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

BÓG JUŻ TU NIE MIESZKA

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

"Nie liczy się długość, tylko jakość" - ile razy słyszeliście już taki frazes? Niestety w życiu zazwyczaj to powiedzenie potwierdza się. Sprawdźcie ile czasu zajęło Leo Eastmanowi dojście do takiego wniosku.

Tematyka opowiadania: science-fiction

BÓG JUŻ TU NIE MIESZKA - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

BÓG JUŻ TU NIE MIESZKA - FRAGMENT


(...) Kruger spuścił wzrok, jakby szukając odpowiednich słów.
- Widzi pan, pańskie wyniki są całkiem niezłe, ale... wszystko wskazuje na to, że medycyna nie może już panu pomóc. Może, gdyby urodził się pan o te 20, czy 30 lat później, kiedy już wszystkim noworodkom wszczepiano...
Ale Leo nie słyszał już dalszego ciągu jego wypowiedzi. Od prawie pięćdziesięciu lat czekał, aby wreszcie usłyszeć te słowa. Nie był w stanie powstrzymać łez napływających mu do oczu.
- Doktorze - przerwał mu w połowie zdania. - Ile pańskim zdaniem to może jeszcze potrwać?
Kruger zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią.
- No, cóż, pańskie serce nie jest w najlepszym stanie, to samo jest z wątrobą, płucami... Myślę, że mniej niż miesiąc.
Leo wstał i wyciągnął rękę w stronę lekarza.
- Dziękuję panu. Nie wyobraża sobie pan nawet ile sprawił mi radości.
Kruger nieco zmieszany uścisnął mu dłoń.
- Do widzenia, panie Eastman. Żałuję, że nie mogę zrobić dla pana nic więcej.
- Niech się pan nie przejmuje, zrobił pan już wystarczająco dużo. Teraz czas na Matkę Naturę.
Wyszedł na korytarz, na którym głosy pacjentów z poczekalni mieszały się z dźwiękami automatów przenoszących paczki pomiędzy salami. Zwykle działał mu na nerwy ten cały harmider, ale nie dzisiaj. Dzisiaj miał ochotę skakać do góry z radości, śpiewać, tańczyć. Nie czuł się tak od... Właściwie, to nie pamiętał już kiedy ostatni raz był tak naprawdę szczęśliwy. Na pewno kiedy był jeszcze młody, ale to było tak dawno temu. Bóle w kolanach przestały mu tak doskwierać gdy spokojnym krokiem przemierzał poczekalnię. Właśnie - spokojny. To słowo najlepiej oddawało jego aktualny stan. Jak ręką odjął przeszło mu zdenerwowanie, cały ten stres i zmęczenie. Wreszcie mógł być sobą.

Zatłoczona ulica też nie była w stanie popsuć mu nastroju. Już nie mógł się doczekać, gdy powie o tym Lisie. "A, w końcu raz w życiu zdarza się taki dzień - pójdę pieszo" pomyślał uśmiechając się w duchu. Nie robił tego od tak dawna, że nie był pewien czy będzie w stanie sam trafić do domu. Po przejściu kilkudziesięciu metrów zrobiło mu się słabo. "To przez te cholerne publiczne klimatyzatory". Poprzez swój wiek i stan zdrowia był osobą uprzywilejowaną do śledzenia przez te urządzenia, ale w tym tłumie zapewne było zbyt wiele osób, aby mogły obsługiwać je wszystkie indywidualnie, więc po prostu generowały one warunki średnie dla całej grupy. Lepiej zrobiłby wybierając mniej uczęszczane ulice, tyle tylko, że w całym Chicago można by tylko kilka ulic określić tym mianem, i to zapewne tylko gdzieś na obrzeżach aglomeracji, o kilkadziesiąt kilometrów stąd. Sięgnął do kieszeni po przenośny zestaw. Bardzo nie lubił go używać, bo wyglądał w nim jakby jakieś zwierzę przyczepiło mu się do twarzy. Ale Lisa nie puściłaby go nigdzie bez tego zestawu, a Lisa zwykle miała rację co jest dla niego najlepsze. Nasunął na nos niewielki uchwyt z przymocowanymi do niego kółkami zasłaniającymi nozdrza. Wziął kilka głębokich wdechów i ruszył dalej. Jeszcze ze 30 lat temu mógłby po prostu wejść do jakiegoś budynku i trochę odpocząć, ale teraz znalezienie powszechnie dostępnego wnętrza, szczególnie tutaj, w centrum, graniczyło z cudem. Zostawały jeszcze budynki użyteczności publicznej, ale tam albo jeszcze nie było klimatyzatorów, albo był tłok równie duży jak na ulicy. Leo spojrzał na monitor na nadgarstku. Ciśnienie trochę za niskie, serce jakoś daje sobie radę, dotlenienie w normie. Ruszył dalej wzdłuż przeszklonych biurowców. Kiedyś taki spacer mógłby nawet być przyjemny, ale teraz... Kiedyś - pod tym słowem zawsze kryło się coś lepszego niż jest teraz, a może to normalne zachowanie dla ludzi w jego wieku. (...)


Opowiadania online