książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

CHOROBA MARZYCIELI

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Statki kosmiczne mają to do siebie, że z nich zawsze jest daleko do domu (zresztą zapytajcie załogę "Enterprise"). Człowiek setki razy wykonuje te same czynności i przestaje zwracać na nie uwagę dopóki nie zdarzy się coś niespodziewanego.


pobierz plik

Tematyka opowiadania: science-fiction

CHOROBA MARZYCIELI - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

CHOROBA MARZYCIELI - FRAGMENT


Kontrolki leniwie błyskały na pulpicie, a ponad nimi sennie przesuwały się gwiazdy. Gomez z coraz większym trudem walczył z sennością. To był krytyczny moment każdego lotu - dziesiąty tydzień, czyli wtedy gdy już organizm przywykł do nowego rytmu pracy, a pracy było jak na lekarstwo. Wtedy właśnie nadchodziła próba dla wszystkich mających służbę w kabinie nawigacyjnej - nic tutaj się nie działo, ale zgodnie z regulaminem jeden członek załogi musiał siedzieć na wypadek jakiejś awarii i zawiadomić pozostałych. Po raz chyba trzydziesty przeglądał tę samą gazetę i po raz trzydziesty znalazł te same wyniki sportowe, te same skandale na pierwszej stronie i te same komiksy. Później zaczął przyglądać się wskaźnikom starając się zużyć na to jak najwięcej czasu - ładownia nr 1, nr 2, nr 3, nr 4, blok mieszkalny, pomieszczenia robocze, napęd, czujniki, ogólny stan statku. Wszystko w normie. Tak samo, jak przed kwadransem, godziną, dwiema godzinami i dwoma tygodniami...

Obudziło go mocne klepnięcie w ramię. Przez dłuższą chwilę nie mógł rozchylić powiek mimo usilnych starań.
- Wstawaj, Gomez! Znowu usnąłeś! Masz szczęście, że Jack tego nie widzi. Nie musiał już otwierać oczu - obok niego stała Anna, jedyna kobieta na pokładzie. Gomez z ociąganiem zwlókł się z fotela.
- Mówiłam Ci tyle razy żebyś nie znosił tutaj tego swojego żarcia - z niemałym obrzydzeniem strzepywała z siedzenia jakieś resztki chipsów i czegoś trudnego do zidentyfikowania. Gomez przyglądał się jej nie mogąc jeszcze zebrać myśli - tym razem musiał przespać chyba parę godzin.
- No nie gap się tak - lekka fałdka na jej zadartym nosku i zmarszczone brwi dodawały jej jeszcze uroku.
- Ja też się cieszę, że cię widzę - wysapał Gomez i ruszył w stronę części mieszkalnej.
Anna odprowadziła go wzrokiem, po czym usiadła w fotelu otwierając książkę i zarzucając nogi na pulpit. Gomez powolnym krokiem schodził po schodkach, a przychodziło mu to z lekkim trudem, bo zdecydowanie odbiegał od wzorca astronautów przy swojej wadze ponad 120 kg. W jadalni siedział siedział Jack przeżuwając coś przypominającego jajecznicę. Gomez usiadł przy stole naprzeciw niego. Jack patrzył przez chwilę na oczy Gomeza.
- Znowu usnąłeś?
Gomez tylko kiwnął głową. Jack był bardzo surowy jako dowódcy "Hermesa", ale jednocześnie był jedynym członkiem załogim który nie robił sobie żartów z nadwagi Gomeza. No, oczywiście poza Anną, ale ona była z innego świata. Do służby na frachtowcach zgłaszali się zwykle ludzie pokroju Gomeza, czy Kellera - nie mogący znaleźć na Ziemi żadnej porządnej pracy i nie nadający się do służby we Flocie Gwiezdnej.
Ale Anna była inna - piękna, inteligentna, bardzo wykształcona - na Ziemi mogłaby robić co tylko by chciała, a mimo to wybrała loty na "Hermesie". Często chcieli ją zapytać o powody takiej decyzji, ale ona praktycznie nie brała udziału w życiu na statku - jeżeli nie była na służbie, to siedziała w swojej kabinie, jadła zwykle w samotności, a większość wolnego czasu poświęcała na czytanie książek. Gdy tylko pojawiała się na korytarzu lub w jadalni wszyscy wodzili za nią wzrokiem. Na szczęście ich loty nie trwały zwykle dłużej niż kilkanaście tygodni, więc nikt jej się specjalnie nie narzucał. Zresztą umiała sobie radzić ze zbyt napalonymi mechanikami i po kilku odbytych wspólnie lotach mogła cieszyć się świętym spokojem. Podejrzewali, że ma jakiegoś faceta na Ziemi, gdyż dwa tygodnie urlopu pomiędzy każdym lotem spędzała daleko od reszty załogi przepijającej ostatni zarobek, ale tak naprawdę nikomu nie zależało szczególnie na wtykaniu nosa w jej życie prywatne.
Załoga "Hermesa" składała się obecnie z dziewięciu osób, które razem tworzyły już całkiem zgraną ekipę - po kilku lotach w tym samym składzie wszyscy znali się już aż za dobrze. Poza Jackiem, Anną i Gomezem była jeszcze czwórka mechaników - Keller, czarnoskóry Thomas, Mendez i Clark, lekarz pokładowy Jones i Hart będący człowiekiem od wszystkiego. Dziesiątym był mechanik O'Brien, ale w czasie poprzedniego lotu miał mały wypadek i stracił dwa palce prawej ręki. Nikt zresztą nie żałował, że zostawili go na Ziemi, bo O'Brien nie należał do ludzi ani miłych i uwielbiał robić głupawe kawały. Oczywiście, szkoda, że stracił palce, ale teraz pewnie oddawał się swojemu ulubionemu hobby, czyli upijaniu się do nieprzytomności.
- Coś marnie wyglądasz Gomez - Jack pozwalał wszystkim mówić sobie po imieniu, ale do wszystkich ale do nich zawsze zwracał się po nazwisku - Jaką dzisiaj chcesz karę?
- Wszystko jedno, jestem cholernie zmęczony.
- No, dobra. Sprawdzisz instalację przy ładowni nr 4.
- Przecież jest w porządku.
- Więc oczyścisz co jest do oczyszczenia, naoliwisz co jest do naoliwienia i przykręcisz co jest do przykręcenia. - lekki uśmiech zarysował się na twarzy Jacka. Już tak często musiał karać Gomeza, że coraz trudniej było mu znaleźć jakieś zajęcie. Zresztą czasami patrzył przez palce na jego służbę w kabinie nawigacyjnej - już kilka razy dowiódł mu, że w trudnych chwilach nie traci głowy. Gomez ruszył powolnym krokiem do schodków prowadzących na niższy pokład, a Jack dokończył posiłek i poszedł do kabin mieszkalnych. W pomieszczeniu trochę przesadnie nazywanym "pokojem wypoczynkowym" siedzieli wszyscy czterej mechanicy grając w karty. W rogu siedzieli Jones i Hart grając w szachy. Było to zajęcie tak bardzo obce dla innych, że od dawna przestali już szukać innych przeciwników i grali tylko ze sobą. Pojedynki toczyli do stu zwycięstw i Jones prowadził już sześć do dwóch, ale szósty punkt zdobył po wyrównanej walce aż do siedemdziesiątej partii. Jack znał już ten schemat aż za dobrze - dwaj grają w szachy, czterej w karty, Gomez pracuje, a Lecroix ma służbę. I tak dzień za dniem i tydzień za tygodniem. Tylko on jako kapitan nie miał tu nic do roboty. Czasami zaglądał z nudów do kabiny nawigacyjnej lub zwalniał wcześniej Gomeza z kary, a w najgorszym przypadku gapił się na błyszczące gdzieś w oddali gwiazdy. Najczęściej jego jedynym zmartwieniem było sprawdzanie czy zdążą w wyznaczonym terminie dowieźć ładunek na Ziemię, ale tym razem bardzo gładko poszedł załadunek, więc Jack snuł się po całym statku.
- Tom, choć rzuć na to okiem - głos Anny był jak nagły powiew wiatru na w upalny dzień - we wszystkich chociaż na chwilę wstępowała energia.
Hart wstał udając, że poprawia krawat i lekko przyczesując włosy wśród ogólnego pomruku "Ooooo". Anna posłała im chłodne spojrzenie i kilka cierpkich słów. Gdy już wyszli do korytarza Hart znowu stał się sobą. (...)


Opowiadania online