książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

TA JEDYNA MUZYKA

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Kiedy znika kilkunastoletnia dziewczynka z małego miasteczka w Stanach Zjednoczonych jest to problem jej rodziców i miejscowego szeryfa. Ale kiedy to samo dzieje się z prezydentem Francji uczestniczącym w ważnych rokowaniach pokojowych, to powinno martwić większość nie tylko obywateli Francji.

Tematyka opowiadania: fantastyka

TA JEDYNA MUZYKA - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

TA JEDYNA MUZYKA - FRAGMENT


Połowa bułki, warstwa masła, sałata, plasterek wędliny, ogórek, żółty ser i druga połówka bułki. Mary odchyliła głowę najbardziej jak się tylko dało, żeby dać wreszcie odpocząć obolałemu karkowi. Na szczęście to już była dzisiaj ostatnia. A przynajmniej do wieczora. Wróciła do stołu i postawiła torby z drugim śniadaniem obok talerzy dzieci. Marty właśnie wytoczył się z łazienki i zajął miejsce u szczytu stołu.
- Nie zakładasz jeszcze munduru?
Pokręcił tylko głową przeżuwając wielki kęs kanapki. Spojrzała na zegar.
- Dzieci, zbierajcie się już, bo się spóźnicie.
- Nie możemy jechać z tatą?
- Zabierzesz je?
- Nie dzisiaj. Muszę jechać do Springfield.
- Słyszeliście?
Dzieci niechętnie zwinęły torebki ze śniadaniem i wrzuciły do plecaków.
- Po co jedziesz aż do Springfield?
- Muszę zawieźć dokumenty do sądu.
- Nie możesz wysłać Toma?
- Nie tym razem. Napisali wyraźnie, że ma je dostarczyć szeryf, w którego jurysdykcji miało miejsce przestępstwo.
- Co to za dokumenty?
- Raporty z pościgu za bandytami, którzy obrobili bank.
- Tego z zeszłęgo miesiąca?
- Tak. Złapali tych skurczybyków w Battle Hills.
Mary zmarszczyła brwi i ruchem głowy wskazała na dzieci. Tyle razy mu powtarzała, żeby przy dzieciach uważał na to co mówi, ale do niego najwyraźniej zupełnie to nie trafiało.
- No co? - Marty rozłożył ręce i zabrał się za kolejny kawałek chleba.
- O której wrócisz?
- Nie wiem, chyba koło szóstej.
Wzrokiem odprowadziła dzieci do furtki, przy której chwilę później zatrzymał się biały wóz terenowy z emblematami policji.
- Tom przyjechał.
- Tom? Co on może chcieć o tej porze? - Marty podniósł się od stołu i niedbałym krokiem podszedł do okna. Rzeczywiście z samochodu wysiadł wysoki chłopak w oliwkowym mundurze wyglądający na góra 20 lat. Na pewno nikt by nie zgadł, że ma już ponad 30, żonę i dwójkę dzieci. Tom bliżał się energicznym krokiem niosąc w ręku pulpit z przypętymi jakimiś kartkami. Zanim jeszcze zdąrzył zapukać albo użyć dzwonka Marty otworzył mu drzwi.
- Cześć Tom! Coś się stało?
- Zniknęła córka Williamsów.
- Annie?
- Tak. Przed kwadransem zgłosili jej zaginięcie.
- Wejdź do środka. Zaraz będę gotowy.
Tom jak zwykle grzecznie ukłonił się Mary. W jego oczach zawsze widziała wręcz dziecięcą prostoduszność, co w połączeniu z prawie dwumetrowym wzrostem i szerokimi ramionami dawało mocno kontrastowy obraz.
- Dzień dobry, Tom. Napijesz się kawy?
- Nie, dziękuję. Nie chciałbym sprawiać kłopotów...
- Żaden kłopot - jeszcze zanim zdążyła to powiedzieć trzymała już w ręku kubek z gorącym napojem - Proszę. Świeżo zapażona.
- Dziękuję. Ja właściwie wpadłem tylko na chwilę.
- Jesteś po dyżurze, więc kubek gorącej kawy dobrze ci zrobi.
Gmerając przy guzikach służbowej koszuli wszedł Marty.
- No, mów Tom, co się stało.
- Przed kwadransem dzwonili państwo Williams, że Annie gdzieś zniknęła.
- Jak to zniknęła?
- Kiedy rano weszli do jej pokoju łóżko było puste. Przeszukali dom i najbliższą okolicę, ale nigdzie nie znaleźli ani śladu.
- Byłeś u nich?
- Tak, zostawiłem tam Jacka, żeby się rozejrzał i spisał ich zeznania. Marty z niemałym trudem zapiął koszulę pod szyją i głęboko odetchnął.
- Przykro mi Tom, ale będziesz musiał sam się tym zająć. Dzisiaj mam zawieźć papiery do Springfield.
Tom pokiwał tylko głową, chociaż widać było, że nie jest to wiadomość, którą spodziewał się usłyszeć. Mary posłała mężowi spojrzenie sugerujące, że nie powinien wszystkiego zrzucać na barki zastępców.
- Spiszcie ich zeznania, spróbujcie ustalić od której jej nie ma i rozejrzyjcie się po ulicach - podrapał się w głowę - Jeszcze sprawdźcie czy nie wsiadła do jakiegoś autobusu.
Tom znowu pokiwał tylko głową patrząc na Marty'ego jak na największego mędrca.
- Jak wrócę, to wam pomogę. Dowidzenia kochanie! - pocałował Mary w policzek i ruszył do wyjścia - No, chodź Tom, muszę się spieszyć.
- Niech wypije chociaż kawę.
- Za bardzo rozpieszczasz mi zastępców. Jeszcze trochę i przestaną mnie szanować. No, dobrze. Ale tylko kawa i wracasz do Williamsów, zrozumiano?
- Oczywiście, szeryfie. Tylko kawa i wracam do pracy.
Kiedy ucichł odgłos jego silnika Mary usiadła naprzeciw Toma i ciężko westchnęła.
- Ciężki ranek?
- Nie, normalny. Ubrać i nakarmić dzieciaki, męża wysłać do pracy, a potem mam już wolne na sprzątanie i pranie.
Tom uśmiechnął się upijając kolejny łyk kawy.
- A ty Tom, dlaczego nadal jesteś kawalerem?
- Jeszcze mam czas, proszę pani.
- Dziewczyny muszą się za tobą oglądać, w końcu kawał chłopa z ciebie.
- Na razie chcę odłożyć trochę pieniędzy i zbudować sobie własny dom. Potem dopiero pomyślę o żonie.
- Na tej posadzie fortuny się nie dorobisz. Zresztą rozejrzyj się dokoła - mój mąż jest twoim przełożonym, a widzisz jaki mamy dom.
- Ja myślę raczej o czymś mniejszym. W końcu na razie jestem sam.
- Nie martw się. Założę się, że już nie długo.
Jednym haustem wypił resztę kawy.
- Dziękuję bardzo, pani Foster. Muszę lecieć, Jack już pewnie na mnie czeka. (...)


Opowiadania online