książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

PARADA DESPERATÓW

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Chyba każdy z nas nosi w sercu coś, o czym najchętniej by zapomniał. Dla niektórych to jest śmierć bliskiej osoby, dla innych niepowodzenie w miłości, a dla jeszcze innych dzień, w którym sięgneli po alkohol. Problem pojawia się dopiero, gdy to "coś" zaczyna nami rządzić.

Tematyka opowiadania: obyczajowe

PARADA DESPERATÓW - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

PARADA DESPERATÓW - FRAGMENT


Ruch na korytarzu był zdecydowanie większy niż zwykle. Z reguły w takich przypadkach odwracał się i pospiesznie odchodził żeby nie wchodzić w drogę lekarzom spieszącym do pomocy, ale tym razem to chyba było coś innego. Nikt nie krzyczał, nie biegł, tylko kręcili się po korytarzu w nerwowych gestach opowiadając sobie o czymś, co znajdowało się w sali po prawej stronie. Siostra przełożona szybko pobiegła do dyżurki i złapała za telefon.
Najwyraźniej tym razem to było coś poważnego. Spokojnie podszeł do otwartych drzwi i zajrzał do środka ponad głowami gromadzących się ludzi. Na parapecie siedział młody chłopak i z przerażeniem patrzył na nich. Nikt nawet nie starał się podejść bliżej widząc, że ten dzieciak jest gotów w każdej chwili skoczyć. Wypadając piątego piętra na parking miał znikome sznase na przeżycie, ale gdyby nawet udało mu się uniknąć śmierci dalsze życie byłoby chyba o wiele gorszym wyjściem.
Max spojrzał po ludziach wpatrujących się w chłopaka. Większość stanowił personel medyczny, ale było też kilku pacjentów. Różnica polegała na tym, że dla tych pierwszych był to skoczek numer X, a dla a tych drugich najbardziej dramatyczne przeżycie jakiego doświadczyli. Siostra przełożona właśnie wzywała policję, a pozostali czekali w napięciu na to co ma się zdarzyć. Kiedy na korytarzu zaczęli pojawiać się kolejni pacjenci pielęgniarki czym prędzej zaczęły zapędzać ich spowrotem do łóżek. Był to najwłaściwszy moment żeby wejść do środka - pielęgniarki były daleko od drzwi, a pacjenci zbyt przejęli się całą sytuacją żeby go zatrzymać.
Wśród stłumionych okrzyków wszedł do sali i spokojnym krokiem przemierzył kilka metrów jego długości. Chłopak zauważył go dopiero kiedy był już przy samym oknie.
- Nie podchodź, bo skoczę! - jego głos był rozpaczliwy. Przebijały w nim nuty smutku i jednocześnie wołania o pomoc.
Max usiadł na parapecie i też wywiesił nogi za okno. Siedział tak nie zwracając uwagi na coraz silniejsze sprzeciwy chłopaka i patrzył na śnieg leżący na klombie z kwiatami po środku parkingu.
- Przysięgam na Boga, że skoczę!
- Nie skoczysz i przestań już krzyczeć - nie podniósł głosu, ale był wystarczająco stanowczy, żeby młodziniec umilkł na chwilę.
- Zaraz zobaczysz, że skoczę! - na poparcie swoich słów zaczął centymetr po centymetrze zsuwać się z parapetu zerkając co chwilę na to jaki efekt odnoszą jego groźby.
- Gdybyś chciał skoczyć, to już byś tam leżał.
Te słowa chyba bardziej przemówiły do jego wyobraźni, bo przestał się zsuwać i usiadł spokojnie na parapecie. Za ich plecami znowu zebrał się tłumek obserwujący co dalej zrobi para samobójców.
- Czego chcesz? - chłopak wyglądał na wystraszonego, ale Max już wiedział, że udało mu się przebić przez ścianę jego oporu.
- Nic. Posiedzę tylko na parapecie i popatrzę jak ci idzie.
- Myślisz, że nie skoczę?
Wzruszył ramionami wpatrzony w czubki swoich butów.
- Wszystko jedno. To twoja sprawa.
Patrzył na niego coraz bardziej podejrzliwym wzrokiem.
- Oni cię przysłali?
Zignorował jego pełne gniewu pytanie i dalej obserwował nogawki swoich spodni powiewających przy podmuchach wiatru.
- Po co tu wszedłeś? - Max zdziwił się zupełnie bezbarwnym tonem swojego własnego głosu.
- Co cię to obchodzi?
- W zasadzie nic, ale skoro już siedzimy na mrozie, to mógłbyś przestać się tak wściekać.
- Nic ci do tego. I tak mnie stąd nie ściągniecie.
- A wiesz jaki jest widok z dachu szpitala?
Młodzieniec zdziwił się tą zmianą tematu.
- Widać stąd całą okolicę, a do ziemi jest cholernie daleko.
- Po co mi to mówisz?
- Stałem tam, na rogu - wskazał punkt kilka pięter nad ich głowami, ukryty teraz w ciemnościach. (...)


Opowiadania online