książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

ŚLEPY LOS

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Teoria chaosu jest prosta - im więcej elementów, tym większy chaos. Na Ziemi jest coraz więcej ludzi i coraz więcej przypadkowości, więc wniosek jest oczywisty - sensem istnienia świata jest chaos.

Tematyka opowiadania: science-fiction

ŚLEPY LOS - RECENZJE


Z prawdziwa przyjemnością przeczytałem opowiadanie Adama Barczyńskiego "Ślepy los". Świetnie napisane (dobry warsztat) i historyjka w klimatach, jakie lubię. Jednym słowem - czekam na więcej.

wrzesień 2001, Radek Plewiński (opinia z serwisu esensja.pl)

ŚLEPY LOS - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

ŚLEPY LOS - FRAGMENT


(...) Mick rzucił na stolik kupione gazety i włączył lampkę. Przez lata przyzwyczaił się już do tego, że zaraz po powrocie zasiada do przeglądania prasy niezależnie od tego jak bardzo byłby zmęczony. Może i był bałaganiarzem, ale jego hobby nauczyło go sumienności, która z czasem przeniosła się także na inne dziedziny życia - na przykład już od kilku lat nie używał budzika. Po prostu nie musiał, niezależnie czy musiał iść do pracy, czy też nie budził się o szóstej, a najpóźniej piętnaście po szóstej. Dzień zaczynał od obejrzenia wiadomości w telewizji, potem szybko mył się, golił i jadł śniadanie. Jeżeli musiał, to dwadzieścia pięć po siódmej wychodził do pracy, a wracał około szóstej i siadał do przeglądania prasy tak, żeby zdąrzyć przed wieczornym dziennikiem. Jeżeli był to dzień wolny od pracy, to najczęściej spędzał go na porządkowaniu swoich zbiorów i uzupełnianiu notatek o nowe wiadomości. Koło trzeciej, czyli w tej samej porze, w której miał w pracy przerwę obiadową, na godzinę lub półtorej szedł do knajpki żeby coś zjeść. Wieczorem oglądał jeden albo dwa filmy i kładł się spać przed północą. Nie był miłośnikiem kina, ale właściwie te filmy były jedyną jego rozrywką. Kiedy żyła Helen jego życie nie było aż tak ułożone i przewidywalne, ale też rzadko gdzieś wychodzili. Wyciągała go na spacery do parku, kilka razy do teatru, czy kina, ale podobnie jak on była raczej domatorką.
Rozłożył pierwszą z gazet, z szuflady wyjął nożyczki, kolorowe pisaki i klej. Potarł dłońmi powieki i wziął się za czytanie nagłówków. Polityka, polityka, polityka, sport, polityka, skandal w Hollywood, polityka, polityka, polityka. Wziął drugą z wierzchu gazetę i przejrzał pierwszą stronę. Znowu polityka, polityka i skandal w Hollywood. Trzecia gazeta też nie przyniosła żadnych nowych wiadomości. Zabrał się teraz do wiadomości lokalnych. "Drożeją bilety na liniach podmiejskich", "Strajk śmieciarzy", "Policja zaostrza walkę ze źle zaparkowanymi samochodami" - sama drobnica. Czyżby faktycznie nic się nie wydarzyło przez całą dobę? Jeszcze raz sprawdził strony z mniej ważnymi wiadomościami, chociaż miał pewność, że niczego nie przeoczył. Ot, taki nawyk. Schował wszystkie przybory z powrotem do szuflady i poszedł do salonu. Rzadko zdarzały się takie dni, kiedy nie miał zupełnie żadnych wycinków, ale mimo wszystko zdarzały się i wtedy Mick nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Dawno już przeczytał wszystkie książki jakie miał w domu, za telewizją nie przepadał, a na wyjście z domu był zbyt leniwy. Wrzucił do garnka porcję jakiejś mrożonej potrawy i zabrał się do rozmrażania jej, żeby wreszcie dowiedzieć się co to jest. Włączył telewizor i usiadł na kanapie. Po przerzuceniu kilku kanałów poddał się - były tylko teleturnieje, przygody załogi Star Treka i jakiś meksykański film w wersji z napisami. Mick właściwie nigdy nie myślał nawet o podłączeniu sobie kablówki. Z jednej strony może wreszcie mógłby znaleźć coś ciekawego do obejrzenia, ale z drugiej mógłby potem żałować, że poświęca za dużo czasu na gapienie się w ekran. Zapewne niewielu ludzi, nawet tych w jego wieku zgodziłoby się z jego argumentami, ale Mick nigdy nie kierował się takimi pobudkami jak przynależność do jakiejś grupy. Jak sam twierdził tylko nie angażując się po żadnej stronie można być obiektywnym i dlatego nigdy nie interesował się polityką, ani religią, czy nawet sportem - zawsze trzymał się na uboczu. Taki już miał sposób bycia. Włączył radio i usiadł przed oknem patrząc na domy po drugiej stronie ulicy. Spiker podał skrót wiadomości i zapowiedział pół godziny muzyki non-stop, co było sygnałem do wyłączenia odbiornika. Rzeczywiście, jeżeli największą sensacją dnia było ogłoszenie przez jakąś gwiazdę, że przespała się z reżyserem żeby dostać rolę, to musiał to być bardzo nudny dzień.

Z talerzem pełnym cielęcego mięsa w ostrym sosie zasiadł przed telewizorem. O ile potrawa odkryta w zamrażalniku była całkiem niezła, o tyle film zupełnie popsuł Mickowi apetyt. Była to bardzo ciepła opowieść o śmiertelnie chorej kobiecie, która dopiero po wykryciu u niej raka zaczyna żyć pełnią życia. Zupełne flaki z olejem i to bez jakiegokolwiek pomysłu. Gdyby Mick naprawdę chciał znać historię życia koszmarnie nudnej osoby, to wziąłby się za czytanie wspomnień dowolnego polityka a nie siadałby przed telewizorem. Ale taka już jest telewizja państwowa... Wreszcie zaczęły się wiadomości. Oczywiście na pierwszym miejscu było wyznanie jakiejś nikomu nie znanej aktorki, dla której chyba rola naiwnej dziewczynki wykorzystanej przez złego reżysera była życiowym osiągnięciem. Po wysłuchaniu jej przerywanych atakami płaczu wyznań dziennikarz pokazał migawki z narkęcanego właśnie przez aktorkę filmu. Litości, czy oni naprawdę sądzą, że wszyscy, którzy tego słuchają są kompletnymi idiotami? Mick wyłączył dźwięk i przeczekał kilka kolejnych informacji ilustrowanych scenkami z udziałem panów w garniturach. Później były doniesienia o zmianie klimatu zauważonych na a Ziemi Ognistej oraz o pojawieniu się nieznanego dotąd gatunku dzikich kaczek nad Bostonem. Potem była już tylko prognoza pogody zaprezentowana przez mało rozgarniętą, aczkolwiek całkiem ładną, blondynkę. Następnie był sport i reklamy. Więc jednak - dzień bez jakiegokolwiek wydarzenia. Mick skwapliwie odnotował ten fakt w swoim kalendarzu i położył się do łóżka. Po serii reklamówek piwa zaczął się drugi film - stary western. I bardzo dobrze, żadnego myślenia, żadnego wielkiego aktorstwa, tylko prosta fabuła i trochę akcji - wszystko czego teraz mu było trzeba. (...)


Opowiadania online