książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

WSZYSCY MÓWIĄ MI TYGRYS

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Pierwszy dzień po wyjściu - o nim więźniowie myślą czasami i przez kilkadziesiąt lat, snują plany, myślą o tym, co dobrego może ich spotkać. Bohater tego opowiadania też nie był wyjątkiem.

Tematyka opowiadania: komedia

WSZYSCY MÓWIĄ MI TYGRYS - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

WSZYSCY MÓWIĄ MI TYGRYS - FRAGMENT


Pierwszy dzień ma w sobie coś magicznego. Pewnie dlatego, że jest pierwszy. Wtedy właśnie odkrywasz na nowo wszystko to, co przez całe życie było dla ciebie szarą codziennością. Teraz spacer po ulicy, na której mieszkałeś jest jak kolejne wyprawy Kolumba - niby już znasz to wszystko, ale nadal patrzysz i nie możesz się nadziwić każdemu, najmniejszemu nawet detalowi.
Nie wierzycie mi? To sami spędźcie jedenaście lat w więzieniu, a potem jak gdyby nigdy nic wyjdźcie sobie na miasto. I jeszcze ci wszyscy ludzie wokół... Kolorowy tłum wydaje się łąką upstrzoną kwiatami, a każdy powiew wiatru falą oceanu popychającego samotną łódź ku przystani. Ten przeskok z małej celi do otwartych przestrzeni miasta jest najtrudniejszy do pokonania. Nagle możesz iść gdzie chcesz, robić co chcesz, nikt cię nie obserwuje przez judasza ani nie mierzy do ciebie z broni kiedy łazisz sobie po chodniku. Ludzie mijający mnie sądzą, że te wszystkie wysokie domy i gęsta siatka ulic ograniczają ich przestrzeń, że ze swoich okien widzą istne kaniony wypełnione samochodami i przechodniami, ale dopóki nie spędzą miesiąca w pokoiku wielkości niecałych trzech metrów kwadratowcyh nie będą wiedzieli co to znaczy zamknięta przestrzeń.
Teraz już znacie kawałek mojego życia - siedziałem. Za co? Jak każdy - za niewinność albo głupotę, zależy co wam bardziej odpowiada. To nie ma znaczenia czy byłem winny, czy też nie. Teraz mam to już za sobą i nie chcę więcej się tym zajmować. Każdy z mojego podwórka wie, że ostatnie czego chce były więzień, to powrócić do celi. I dlatego albo muszę przestać być głupi albo zacząć być niewinny. Tylko jak mam im to oznajmić? "Słuchajcie chłopaki, ja się z wami więcej nie będę bawił. Już siedziałem, teraz chcę pożyć"? Nie, to nie brzmi dobrze. Ale innego wyjścia już nie mam.
Póki co krążę sobie po mieście, może mi przyjdzie coś do głowy. Najprościej byłoby złamać sobie rękę albo nogę - gips dałby mi przynajmniej kilka tygodni na oswojenie ich z myślą, że nie chcę już być jednym z nich. Niby mógłbym też po prostu tam nie wracać, ale gdzie bym nie pojechał zawsze będzie się za mną wlokła moja przeszłość. A na swoich śmieciach przynjamniej wiedziałem, że nikt się ode mnie nie odwróci. To znaczy nie od razu. Najbardziej mnie niepokoiło to, że właściwie nie wiedziałem jeszcze co chcę dalej robić. Póki co wiedziałem tylko czego już na pewno nie chcę robić. Tak czy siak musiałem wrócić do rodziny, bo byłem bez grosza i nie miałem się gdzie podziać. W kieszeniach ubrania było troszkę pieniędzy, ale większość wydałem już na pierwsze po wyjściu piwo, pierwszego hamburgera, pierwszą paczkę papierosów i jeszcze kilka pierwszych rzeczy. Snułem się tak już ponad sześć godzin, ale jak dotąd nie przychodziło mi do głowy nic sensownego, co mogłoby rozwiązać moje problemy. To dziwne, ale wyjście z więzienia przysporzyło mi więcej problemów niż trafienie do niego. I tak pół biedy, że nigdzie na mieście nie trafiłem na żadnego ze znajomych, bo wtedy na pewno tak łatwo by się nie odczepił, a wiadomość o moim wyjściu za szybko by się rozniosła. I dlatego chodziłem po wszystkich miejscach jakie tylko znałem, do których wiedziałem, że żadne z nich nie zajrzy.
Teraz, kiedy zmierzch nadciąga już wielkimi krokami skierowałem swoje kroki w stronę znanych mi z jeszcze z dzieciństwa uliczek. Nie była to zbyt popularna okolica - same stare, od wieków nie remontowane budynki pełne ciemnych zaułków i śmierdzących bram wejściowych. Nie wiem dlaczego, ale od kiedy zacząłem zwracać na to uwagę wydaje mi się, że mijani przeze mnie ludzie jakoś dziwnie mi się przyglądają. Niektórzy mijają mnie szerokim łukiem, jeszcze inni przechodzą na drugą stronę ulicy posyłając mi ukradkowe spojrzenia. Zupełnie nie mogę tego zrozumieć, bo nigdy w życiu ich nie widziałem i większość z nich chyba nawet nie mieszkała w tej okolicy kiedy ostatni raz chodziłem na wolności. Chyba że moja "sława" dotarła tutaj przede mną. Mimo wszystko lepiej będzie jak od razu pójdę do domu i będę miał cały ten cyrk z głowy. W końcu i ci wszyscy gapie przyzwyczają się do mojego widoku i przestaną robić takie numery. (...)


Opowiadania online