książki   |   opowiadania   |   artykuły   |   recenzje   |   download o mnie   |   księga gości   |   aktualności   |   kontakt
Opowiadania online Opowiadania online Opowiadania online

OPOWIADANIA ONLINE

Bolero
Bóg już tu nie mieszka
Choroba marzycieli
Dziennik z dalekiej podróży
Druga twarz pierwszego kontaktu...
Gdzie jesteś?
Jak w lustrze
Last Train to London
Leslie, kolejna ofiara mojej...
Myśliciel z Grand Central Station
Obóz kosmiczny
Ostatni taki człowiek
Parada desperatów
Planeta mgieł
Raport z Planety N
Słuchajcie, Kolumb
Sztafeta
Sztuka bezsensowej konwersacji
Ślepy los
Ta jedyna muzyka
Wszyscy mówią mi Tygrys
Wyzwolenie

KSIĄŻKI ONLINE

Pępek świata
Wczesna jesień



KSIĘGA GOŚCI

Podpis

AKTUALNOŚCI

Tak to bywa, że jeden telefon potrafi zmienić człowiekowi życie... Niedawno zadzwonił (powtarzam: zadzwonił) do mnie użytkownik po to, żeby mi podziękować - był przeziębiony, leżał w łóżku, natrafił na jedno z moich opowiadań i tak mu się spodobało, że postanowił odszukać do mnie telefon i zadzwonić, żeby powiedzieć jak bardzo mu się podobało. Już dawno z różnych przyczyn nie aktualizowałem tej strony, ale ten telefon chyba był właściwym impulsem - wkrótce pojawią się nowe opowiadania...
(22 lipca 2014)


OPOWIADANIA WG GATUNKÓW

opowiadania komedia
opowiadania science-fiction
opowiadania obyczajowe
opowiadania fantastyka

Opowiadania online

Opowiadania online

WYZWOLENIE

opowiadania - fantastyka - science-fiction - literatura

Natura ludzka karze nam dążyć do osiągnięcia pewnych, ważnych dla nas, celów. Daje nam to siłę do walki i ustawicznego poszukiwania nowych wyzwań, co często zamazuje obraz prawdziwych wartości.

Tematyka opowiadania: fantastyka

WYZWOLENIE - NAPISZ SWOJĄ RECENZJĘ


Podpis

WYZWOLENIE - FRAGMENT


Była jesień. Późna jesień. Właściwie, to lada dzień można było się spodziewać pierwszego śniegu. Był wtorek, a może środa, bez znaczenia - ot, dzien jak codzień. Ważne było tylko to, że Piotr wyszedł i już nie wrócił. Na początku policja powiedziała, że potraktuje sprawę bardzo poważnie - spisali jej zeznania, jego kolegów i współpracowników. Okazało się, że ostatniego dnia jak zwykle pojawił się w pracy nienagannie ubrany, bardzo punktualnie, ale od codzienności różnił go papierek, który trzymał w ręku. Była to jego rezygnacja. Dla wszystkich był to szok - przez siedem lat był w tym biurze najpokorniejszym i najmniej rzucającym się w oczy pracownikiem. Nic nie wskazywało na to, co miało się stać. Z nikim o tym nie rozmawiał, nawet z żoną - tego dnia po prostu położył na biurku szefa wymówienie i odjechał z piskiem opon. Wtedy widziano go po raz ostatni. Marta nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wprawdzie nikt nie mówił głośno, ale wszyscy myśleli, że albo się zabił albo znalazł sobie inną. Oczywiście, wszyscy starali się być mili, mówili, że wszystko się ułoży, wujaśni, ale przecież nie była głupia. Nie wiedziała tylko co powiedzieć kiedy dzieci zapytają gdzie jest tata. Wymyśliła historyjkę o długiej podróży służbowej, która wynikła tak nagle, że zdążył się z nimi pożegnać, ale wiedziała, że w końcu będzie musiała powiedzieć im prawdę. Maciek miał już przecież prawie pięć lat...

Po dwóch miesiącach poszukiwań policja nie zostawiała jej już żadnych złudzeń, że Piotr się znajdzie - jeżeli już, to tylko kiedy sam będzie tego chciał. Brakowało im jakichkolwiek sladów, nigdzie niei odnaleziono samochodu, ani żadnego z przedmiotów jakie miał tego dnia przy sobie. W końcu Marta pogodziła się z tą myślą i z czasem zaczęła wracać do normalnego trybu życia. Dzieci bardzo źle zniosły prawdę, ale robiła wszystko, żeby nie muślały już o ojcu.

Minęły dwa lata. Nie było jej lekko, ale też nauczyła się radzić sobie sama. Właściwie, to nie nauczyła, bo zawsze to umiała, teraz po prostu była twardsza. Ale jej spokój rozsypał się jak domek z kart, gdy na okładce gazety o biznesie wśród grupy mężczyzn w eleganckich garniturach rozpoznała twarz Piotra. Usiadła z wrażenia wpatrując się w zdjęcie. Wyglądał na szczęśliwego, był dobrze ostrzyżony, porządnie ogolony, nienagannie biała koszula, efektowny krawat. Pozostali czterej mężczyźni stojący obok niego wyglądali niemal identycznie - zupełnie jakby tworzyli boys-band w stylu yuppies. Duży tytuł nad ich głowami głosił "Amertech pnie się w górę". Szybko otworzyła magazyn na podanej stronie. Był tam tekst o sukcesie finansowym spółki Amertech, która poprzez obracanie akcjami i inwestycje w rozwój połączeń światłowodowych pomiędzy kontynentami w przeciągu pół roku znalazła się w gronie trzydziestu najlepszych firm na a rynku europejskim. Teraz byli w trakcie finalizowanie przejęcia trzech największych na Starym Kontynencie spółek telekomunikacyjnych, a ludzie na zdjęciach, to była "Piątka wspaniałych" - zarząd spółki. Marta siedziała tak starając się zebrac myśli. Nie miała pojęcia co powinna teraz zrobić. Oczywiście mogło się okazać, że to nie jest Piotr, tylko ktoś bardzo do niego podobny, ale... Nejlepiej będzie jak pójdzie z tym do wujka Leszka. Obaj bracia jej matki byli prawnikami, ale wuj Bogdan od prawie roku był ambasadorem w Paragwaju, więc nie mogła teraz liczyć na jego pomoc. Ale Leszek, czy Lech, jak się wszyscy do niego zwracali, na pewno też jej coś poradzi.
Pokazała mu zdjęcie, on przez dłuższy czas gładził swoje wielkie wąsy wpatrując się w fotografię i przeglądając artykuł.
- Nawet jeżeli wyjechał z kraju, to masz prawo domagać się od niego alimentów na utrzymanie, w końcu wasze małżeństwo nadal trwa. Jeżeli chcesz, to od razu za to się zabiorę.
- Wuju, ja nie chcę pieniędzy, chcę go odnaleźć i z nim porozmawiać, zapytać dlaczego odszedł.
- Tak, ale roszczenia alimentacyjne to dobry powód do ponownego zaprzęgnięcia do pracy policji. Zresztą teraz odnalezienie go nie powinno być zbyt trudne.
Nieco ją to pokrzepiło, ale z drugiej strony nie była pewna, czy tak naprawdę chce jeszcze widzieć Piotra. Zostawił ją z całym domem na głowie, z niezapłaconymi ratami za mieszkanie, meble, samochód, który zabrał... Wujek Lech przekazał nowe informacje policji, która jak zwykle przy prostych sprawach podeszła do tego dosyć opieszale, tak, że po miesiącu wiedzieli tylko, że spółka Amertech jest zarejstrowana w Monte Carlo. Gdy wreszcie namierzyli Piotra nie pojawił on na sprawie sądowej. Zamiast niego przyszedł jakiś adwokat, który oświadczył, że jego klient przelał właśnie na rachunek Marty równowartość dwóch milionów dolarów tytułem zadośćuczynienia za straty poniesione przez nią w związku z jego nagłym wyjazdem. W tej sytuacji sąd nie miał innego wyjścia, jak umorzyć sprawę. Marta jednakże nie mogła się z tym pogodzić. Te pieniądze wystarczyłyby jej i dzieciom na nowy dom, samochód i dostatnie życie przez kilka lat, ale teraz, kiedy potraktował ją jak pańszczyźnianego chłopa, którego można uciszyć sakiewką złotych monet poczuła wściekłość jeszcze większą niż gdy zobaczyła go na zdjęciu.
- Wuju, ja mu tego tak łatwo nie odpuszczę! (...)


Opowiadania online